Pod koniec mijającego właśnie tygodnia wszyscy uczestnicy zmagań Daj Się Poznać otrzymali cyfrową kopię książki Andrzeja Krzywdy Blogging for Busy Programmers. Na początek zaznaczę, że, choć pozycja nie jest długa, nie przeczytałem jej jeszcze, ani nawet nie zacząłem – nie będzie to więc recenzja. Przed lekturą chcę bowiem podzielić się moimi refleksjami o pisaniu i blogowaniu.

Zacznę od tego, że nie uważam się za blogera ani do takiej roli nie aspiruję. Mimo że od jakiegoś czasu istnieje mój rzadko aktualizowany blog, a dawniej przez dobrych kilka lat pisywałem "o wszystkim" na obecnie umierającym Joggerze. "Zawód" blogera zawsze kojarzył mi się z osobą, która z prowadzeniem bloga wiąże poważne plany (niekoniecznie zarobkowe, choć te najczęściej). Uznałem już dawno, że to po prostu nie dla mnie. Dla przykładu: każdy "poradnik blogera" powie, że najważniejszą kwestią jest regularność; że trzeba pisać te dwa posty tygodniowo, choćby nie wiem co się działo, a wpisy miały być prawie o niczym. To stoi w znacznej sprzeczności z tym, czym publikowanie na blogu (i ogólnie pisanie) jest dla mnie.

Ale wróćmy może do tytułowego pytania...

Dlaczego piszę po polsku?

To pytanie pojawiło się ostatnio u Andrzeja Krzywdy, tym razem było to kilka dni temu na jego Snapchacie1. Andrzej również pisuje czasem po polsku, a w odpowiedzi na postawione przez siebie pytanie stwierdza, że tworzenie w języku ojczystym pozwala na większą swobodę, na przykład we wrzucaniu żartów czy gier słownych. U mnie działa to trochę inaczej: po prostu pisanie po polsku a pisanie w jakimkolwiek innym języku to dla mnie zupełnie inny rodzaj aktywności. I wcale nie ma to wbrew pozorom związku ze stopniem znajomości języka.

Pisałem w życiu sporo. Opisana wyżej aktywność blogowa to tylko czubek góry lodowej. Pomijając wypracowania w szkole (czasem również pisane dla innych, z czego nie jestem szczególnie dumny, ale zdarzało się), wyprodukowałem całkiem sporo artykułów do rozmaitych lokalnych gazetek, pisałem liczne opowiadania2, nie wspominając o okazjonalnej intensywnej aktywności korespondencyjnej. Tworzenie tekstu pisanego nigdy nie sprawiało mi problemów, w przeciwieństwie do choćby moich kolegów z informatycznych studiów. Było wręcz czymś naturalnym. Ale wszystko to tyczy się pisania po polsku.

Tworzenie wpisu po angielsku wcale nie jest dla mnie drogą przez mękę. Przypomina jednak cierpliwe budowanie czegoś z klocków: sama czynność jest prosta, ale wymaga czasu i uwagi. I znów, nie chodzi o językowy puryzm, choć często muszę sprawdzać czy coś, co wydaje mi się poprawnym idiomem, na pewno nim jest. Sprowadza się to zasadniczo do poczucia, że wykorzystuję do tego inne partie mózgu.

Nawiasem mówiąc w psycholingwistyce od dawna istnieje rozróżnienie pomiędzy nauką języka (learning) a jego nabywaniem (acquisition). Zdolność do tego drugiego tracimy w okolicach 12. roku życia3 i potencjalnie zmienia to sposób korzystania z języka przez resztę życia. Mimo że nie jestem specjalistą, to jednak wydaje mi się to poniekąd zbliżone do różnicy, o której wspomniałem.

Dlatego właśnie uznałem, że lepszym pomysłem jest tworzenie bloga w taki sposób, który nie będzie mnie dodatkowo blokował. Stąd wybór języka ojczystego – może i czasem miewam problemy z wymyśleniem o czym pisać, ale nie mam ich z tym jak pisać.

Pisanie tekstu a pisanie kodu

Post zrobił się już całkiem długi, a chciałem poruszyć temat jeszcze jednej mojej prywatnej teorii. Dotyczy ona związku pomiędzy pisaniem tekstu (coś w rodzaju angielskiego creative writing) a pisaniem kodu, czyli czymś, co dla większości ludzi znajduje się na zupełnie przeciwnych biegunach: dla tzw. humanistów pisanie kodu to zupełna abstrakcja, za to dla twardogłowych programistów po AGH sama idea sklecenia spójnego tekstu pisanego to totalny absurd.

Ja sądzę, że te rzeczy są ze sobą bardzo powiązane. Wrażenie to nasilało się w szczególności w czasach, kiedy pisałem dużo i napotykałem tak zwany writer's block. Jest to szeroko rozpowszechniony termin, oznaczający z grubsza wpatrywanie się w migający kursor w otwartym dokumencie przy równoczesnym odczuwaniu kompletnej pustki w głowie, uniemożliwiającej napisanie nawet jednego akapitu tekstu. Bardzo często koincydentalnie (I think not) pokrywało się to z okresami, kiedy miałem problemy z programowaniem: proste rzeczy zajmowały dużo czasu, popełniałem dużo podstawowych błędów itd.

Często jednak bywało też tak, że gdy nie mogłem się przemóc z kodem, otwierałem Writera, pisałem kilkaset słów i spokojnie mogłem wracać do programowania. W drugą stronę podobnie. Dlatego uważam, że dla programistów pisanie (niekoniecznie bloga, ale to jest chyba najprostsze by zacząć) jest bardzo ważne dla zachowania mentalnej higieny i równowagi. Stąd głównie moje uczestnictwo w Daj Się Poznać.

Lekcja na dziś (z lekkim przymrużeniem oka)

Nie warto dawać się stereotypom. Bycie ścisłowcem wcale nie oznacza, że napisanie choćby 200 słów zrobi ze mnie studentkę socjologii4. A uważam, że może pomóc w codziennym kodzeniu. Dlatego też nie tyle Daj Się Poznać, co bardziej Przestań Się Bać i piszże tego bloga, choćbyś nawet w tym konkursie nie startował!


  1. Jeśli jeszcze nie wiecie to co najmniej od czasów wroc_love.rb Andrzej wraz z innymi ludźmi z Arkency próbują rozpętać wśród programistów "rewolucję snapchatową". Nie będę się tu szczególnie o tym rozpisywał, ale tutaj możecie zapoznać się z oryginalnym postem na Reddicie. 

  2. Uprzedzając pytania, większość nigdy nie została zakończona, a w ogóle żadne nie doczekały się publikacji. Natomiast moja wirtualna szuflada swego czasu bywała dość pokaźna. 

  3. Tak przynajmniej mówiło się jeszcze jakiś czas temu. Nie wiem jaki jest stan obecny badań nad tym zjawiskiem. 

  4. Policzenie czegoś tym bardziej nie zrobi z humanisty pryszczatego programisty w koszuli w kratę. Tak, oczywiście wiem, że sam się posługuję tutaj stereotypami, ale jest w tym cel ;)